



Faworyzujesz swoją grupę, bez względu na to, jak powstała
Eksperyment, który zmienił psychologię społeczną
Henri Tajfel, psycholog społeczny, który sam przeżył Holokaust, chciał zrozumieć, jaki jest absolutny minimum potrzebne do wywołania dyskryminacji międzygrupowej. Jego hipoteza brzmiała: może wystarczy sam podział na grupy, bez żadnego konfliktu, bez rywalizacji o zasoby, bez historii wzajemnej wrogości.
Przeprowadził serię eksperymentów, w których dzielił uczestników na grupy na podstawie kompletnie arbitralnych kryteriów. Czy wolisz obrazy Klee czy Kandinsky'ego. Czy przeszacowujesz, czy niedoszacowujesz liczbę kropek na ekranie. Późniejsze badania poszły jeszcze dalej, dzieląc ludzi rzutem monety, i efekt wciąż się utrzymywał. Uczestnicy nie znali się nawzajem, nie mieli powodu do konfliktu, nie rywalizowali o nic.
Wynik był jednoznaczny. Nawet przy tak absurdalnym podziale ludzie natychmiast zaczynali faworyzować członków swojej grupy. Przyznawali im więcej punktów, oceniali ich wyżej, traktowali ich bardziej sprawiedliwie. Tajfel nazwał to paradygmatem grup minimalnych. Pokazał, że samo poczucie „my" i „oni" wystarczy, żeby uruchomić mechanizm preferencji.
Dlaczego twój mózg to robi
Robert Sapolsky wyjaśnia ten mechanizm od strony neurobiologii. Podział na swoich i obcych to nie jest wyuczona postawa ani produkt kultury. To głęboko wbudowany mechanizm ewolucyjny. Twój mózg rozpoznaje, kto jest „swój" i kto jest „obcy" w ułamku sekundy, zanim zdążysz o tym pomyśleć.
Ciało migdałowate, struktura odpowiedzialna za wykrywanie zagrożeń, reaguje inaczej na twarze osób spoza grupy niż na twarze osób z grupy. To nie jest rasizm ani zła wola. To automatyczna reakcja układu nerwowego, która ewoluowała w czasach, gdy obcy naprawdę mógł oznaczać zagrożenie.
Problem w tym, że ten mechanizm nie wyłączył się, kiedy świat się zmienił. Dalej dzieli ludzi na „naszych" i „obcych" na podstawie dowolnych sygnałów: kolor koszulki, akcent, poglądy polityczne, dział w firmie, styl muzyczny. I dalej każe ci automatycznie lepiej traktować jednych, a gorzej drugich.
Co możesz z tym zrobić
Jonathan Haidt, psycholog moralności, zauważa, że ten mechanizm jest tak głęboki, że nie da się go wyłączyć. Ale można go przeadresować.
Pierwszy krok to zauważyć, kiedy to się dzieje. Kiedy oceniasz kogoś surowiej, zapytaj siebie: czy oceniałbym to samo zachowanie tak samo, gdyby ta osoba była z „mojej" grupy? Często odpowiedź brzmi: nie. Samo to pytanie przerywa automatyczną reakcję.
Drugi krok to rozszerzanie definicji „my". Badania pokazują, że ludzie potrafią bardzo szybko przestawić się z wrogości na sympatię, jeśli zostaną włączeni do wspólnej grupy. Wystarczy wspólny cel, wspólne zadanie, wspólne doświadczenie. Mechanizm, który dzieli, potrafi też łączyć, pod warunkiem że zmieni się granica między „nami" a „nimi".
Nie chodzi o to, żeby udawać, że ten mechanizm nie istnieje. Istnieje i jest potężny. Chodzi o to, żeby go widzieć i świadomie decydować, czy pozwalasz mu kierować twoimi ocenami.

Polecane lektury
- •Social Identity and Intergroup Relations — Henri Tajfel
- •Behave — Robert Sapolsky
- •The Righteous Mind — Jonathan Haidt